Tegoroczne Mistrzostwa Polski Karate Olimpijskiego WKF były dla nas, za sprawą sensei Ewy Gąsiewskiej (2 DAN), niezwykle emocjonujące. Podjęliśmy decyzję o starcie w obydwu dostępnych konkurencjach – kata ind. seniorek i kumite seniorek (-61kg).

W konkurencji kata brało udział 21 zawodniczek. Dzięki „wolnemu losowi” przeskoczyliśmy od razu do drugiej rundy rozgrywek. Tam poznaliśmy naszą przeciwniczkę Patrycję Nowak (Zarzewie), która w pierwszej rundzie pokonała 3:2 zawodniczkę ze Średzkiego Klubu Karate. Wybraliśmy kata JION i już wkrótce awansowaliśmy do 3 rundy wygrywając stosunkiem głosów 4:1. W trzeciej rundzie spotkaliśmy się z Aleksandrą Jędrzejczyk (Harasuto Łódź) i niestety przegraliśmy mimo niezłego wykonania kata GOJUSHIHO-SHO. Nasza przeciwniczka w czwartej rundzie niestety przegrała 1:4 co automatycznie pozbawiło nas szansy na repasaże, gdzie mielibyśmy naprawdę spore szanse na medal.

Blisko 3 godziny później rozpoczęła się najważniejsza dla nas konkurencja KUMITE. Ewa jako podwójna Akademicka Mistrzyni Polski miała sporo do powiedzenia. Tym razem nie otrzymaliśmy „wolnego losu” i trafiła nam się najdłuższa ścieżka do podium. Nie byliśmy tym zmartwieni, sensei Ewa była przygotowana pod względem fizycznym i psychicznym nawet na więcej walk niż wypadało z tabeli.

Pierwsza walka z Agnieszką Kamińską (MUKS Tornado) była jednoznaczną przewagą naszej zawodniczki. Wygrana mogła być jeszcze wyższa niż końcowe 5:0. Po awansie do drugiej rundy walczyliśmy z bardzo dobrą zawodniczką Nikolettą Dziuba (BUDOKAN Wrocław). Walka nie była jednak do końca czysta, nasza zawodniczka odniosła dwukrotnie kontuzję, jednak ostatecznie to my byliśmy górą – wygrywając 4:3 i awansując do PÓŁFINAŁÓW Mistrzostw Polski. W półfinałach czekała na nas Sara Elwart (GOKKEN) bardzo utytułowana zawodniczka, która zdobyła sporą przewagę na macie.. musieliśmy tym razem pogodzić się z przegraną i poczekać na repasaż, który zapewniliśmy sobie wcześniejszymi wygranymi. Jak poszła nam ostatnia walka? Przeciwniczką została Anita Bugajak (ŁKKS Łódź), z którą sensei Ewa już miała szansę wcześniej walczyć. Po bardzo wyrównanej walce (mimo, że wynik 2:6 tego niestety nie oddaje) ze smutkiem, ale i pokorą… musieliśmy odłożyć marzenie o podium na następny rok. Tym razem byliśmy na pierwszym schodku poza podium. Emocji nie sposób opisać.

Dziękujemy wszystkim za wsparcie na Facebooku oraz przez SMSy. Dziękujemy, że byliście z nami on-line oglądając transmisję w internecie. Dziękujemy za wszystkie pokrzepiające słowa po walkach. Jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa, kolejne Mistrzostwa już za rok – i na pewno spróbujemy po raz kolejny! 

Daniel Kucharski